Przodkowie owczarka podhalańskiego, podobnie jak większość dużych, silnych, długowłosych
ras psów pochodzą od doga z Tybetu. Okazały piękny pies dog tybetański dostał się do Europy prawdopodobnie przez Afrykę, drogą handlową Fenicjan, prowadzącą do Hiszpanii.
Fenicjanie zabierali ze sobą piękne psy, które w czasie wędrówek wymieniali na różnego rodzaju bardzo wówczas atrakcyjne i cenne wyroby ze szkła, srebra oraz purpurowe tkaniny.
Ale była jeszcze druga droga prowadząca z Azji do Europy, a był to szlak bojowy rzymskiego
oręża. Rzymianom wielkie psy pomagały w bitwach, pilnowały jeńców wojennych, a niektórzy
wodzowie z uwagi na ich zalety, sprowadzili je do roli psów towarzyszących.

Z licznych opisów, a szczególnie rzeźb znajdujacych się w Muzeum Watykańskim wynika, że Rzymianie posiadali
dwie odmiany dużych, długowłosych psów, a mianowicie białe, używane przez pasterzy oraz czarne służące
do obrony osobistej i pilnowania różnych zabudowań.

Okazałe białe psy przywędrowały na Podhale wraz z pasterzami owiec i bydła dopiero w XV i XVI wieku.
Były to włoskie plemiona pasterskie, które z południa ze stadami owiec wędrowały wzdłuż Karpat
w polskie Tatry i na Podhale. Duże białe psy mieszkańcy Podhala często nazywali luptakami,
a po upływie czasu polskimi owczarkami podhalanskimi. W 1851 roku w Czasopiśmie Tatry Polskie,
Ludwik Zejszner tak Pisał: Duże białe psy podobne do nowofunlandów. Długi biały włos na karku
i ogonie dłuższy, pysk podłużny, czarne iskrzące oczy mówią o ich niepospolitej zmyślności
i odwadze. Na hali utrzymują stado w porządku rozbiegające owcezaganiają w kupę i to się odbywa
tak zwinnie i szybko, że trudno sobie wyobrazić lepszych wykonawców woli pasterza. Życzyć by
należało, aby ta rasa rozpowszechniła się w całym kraju, mająca tyle nieporównanej wyższości nad zwyczajnymi
psami owczarskimi. Są bardzo do obcych nieufne.

W 1878 roku X.W.A Sutor na łamach czasopisma "Życie pasterskie w Tatrach" pisze : "Na wiosnę,
kiedy wiatr już wiał halny śniegi z gór zmiecie, a upłazy dobrze się zazielenią i przychodzi pora
wyruszenia z bydłem i owcami na całe lato na hale, nastaje powszechna radość w każdej wsi
podhalańskiej. Starsi i doświadczeni bacowie i juhasi udzielają rad młodszym, jak się obchodzić
na halach podczas słoty i śniegu, jak się strzec wilków i niedźwiedzi. Spędzając owce z całej wsi na jedno
miejsce, mieszają razem i liczą ile całe stad (kyrdel) sztuk wynosi. Gdy już wszystko do drogi gotowe następuje pożegnanie z domownikami i życzą sobie nawzajem szczęścia do życia pasterskiego
pełnego uroku i poezji. Baca, kropiąc wodą święconą cały kierdel, prosi Pana Boga o opiekę
i zachowanie od nieszczęścia, a potem robi ciupagą krzyż na drodze przed owcami, mówi
"Ostańcie z Bogiem" i daje znać juhasom do pochodu.

Cały kierdel owiec otoczony drużyna na koniach, wśród brzęków dzwonków, beczenia owiec,
szczekania psów, przy śpiewie i grze na fujarkach lub kobzie, postępuje wesoło i gwarnie ku górom
niby orszak weselny. Przodem idą juhasi, w czarnych wymoczonych w tłuszczu kapeluszach
wywijając zwinnie ciupagami. Obok nich duże białe psy, wszędzie im towarzyszące.Na ostatku
jadą wozy z potrzebnymi do mleka naczyniami i sprzętem szałasowym.

Po przybyciu do szałasu rozpalają w nim ogień (watrę), układają naczynia, naprawiają zepsuty dach, obok szałasu grodzą miejsce do dojenia owiec (stragę), znoszą
drzewo na opał. W każdym szałasie są 2-4 psy, niezbędne dla baców i juhasów. Są to duże białe psy, czarne i błyszczące oczy świadczą o ich sile i śmiałości.
W dzień zwykle po dwa idą z juhasami do zaganiania owiec, w nocy zaś stróżują
- pilnują owiec przy szałasie przed wilkami i niedźwiedziami.